- Jak jeszcze daleko? – zapytałam, przerywając na chwilę czytanie książki. Jechaliśmy już od paru godzin, a mi się zaczęło robić niedobrze od ciągłego siedzenia w samochodzie. Byłam podekscytowana, że przyjęli mnie do ośrodka, ale i trochę smutna, że musiałam się rozstać z Margo, Avą i Maddie. W każdym razie na pewno poznam kogoś świetnego na miejscu, więc postanowiłam aż tak się tym nie zamartwiać.
- Już dojeżdżamy, Ellie. – odparł tata, skręcając w dróżkę i wjeżdżając na teren ośrodka. Gdy zaparkował, od razu spakowałam moją lekturę z powrotem do plecaka i wysiadłam z samochodu. Poprawiłam włosy i zmierzyłam w kierunku bagażnika, gdzie były zapakowane wszystkie moje torby i walizki. Trochę rzeczy zapakowałam, ale to raczej normalne, skoro będę tu praktycznie mieszkać.
Podążyliśmy w stronę biura, gdzie natknęliśmy się na sekretarkę, panią Stark, o ile pamiętam. Powitała mnie ciepło i po załatwieniu spraw papierkowych poprosiła którąś z pomagających dziewczyn, żeby wskazała mój pokój. Nie powiem, robił wrażenie. Od razu, gdy go zobaczyłam, już rozplanowałam, co gdzie będzie leżeć. Moje ulubione zajęcie – wypełnianie wnętrz moimi rzeczami i rozpakowywanie się w nowych miejscach. Gdy tata doniósł resztę moich toreb, praktycznie chciał już jechać „z powodu spraw biznesowych”. Wyszliśmy na chwilę na balkon, gdzie zapaliłam papierosa.
- Ellie, mówiłem ci już, żebyś nie paliła. To niszczy twoje zdrowie. – upomniał mnie tata.
- Tak się dzieje z nie dopilnowanymi dziećmi. – wzruszyłam ramionami – Nie mieliście dla mnie czasu przez „sprawy biznesowe”, więc znalazłam sobie pocieszenie.
- Wiesz dobrze, że to nie tak. – odpowiedział, nieco zirytowany – Ja i mama ciężko pracujemy, i to właśnie dlatego mamy tyle pieniędzy. Powinnaś być wdzięczna.
- Wdzięczna? – prychnęłam – Wolałabym mieć normalne dzieciństwo. Rzucę palenie, jak spotkam kogoś, kto byłby tego wart. Dziękuję za podwiezienie. – dodałam po chwili.
Tata westchnął.
- Do zobaczenia, Eleonoro.
- Nie mów tak do mnie, przecież już mówiłam, że wolę zdrobnienie. Po coś zmieniałam to imię, no nie? – powiedziałam łagodniejszym tonem. – No i… Pa. – przytuliłam go.
Gdy wyszedł, westchnęłam ciężko. Dogaduję się z każdym innym, tylko nie z moimi własnymi rodzicami. Mają swój świat dorosłości, biznesu, pieniędzy, przepełniony oszustwami i cynizmem. Nie chcę być taka, jak oni, nawet nie chcę tych ich pieniędzy. Niby się o mnie troszczą i w ogóle… Tak, jestem im przeogromnie wdzięczna, że znaleźli dawcę serca dla mnie, kiedy potrzebowałam przeszczepu. Albo już nawet za samo zapisanie mnie tutaj. Za wspomaganie mnie w tych wszystkich zawodach przełajowych. Ale czasem wydaje mi się, że… Że chyba mimo wszystko za bardzo są pochłonięci pracą.
Pierwsze zajęcia przełajów miały się zacząć za godzinę, ale musiałam oporządzić mojego konia, trochę go wyszczotkować, umyć i być może zrobić jakąś ładną fryzurę. Chciałam dobrze wypaść na początku, by zapulsować przede wszystkim wśród jeźdźców. Chętnie poznam tu jak najwięcej osób, tym bardziej, że nas wszystkich łączy wspólna pasja.
Zauważyłam, że w boksie obok ktoś jest i szczotkuje swojego konia. Spojrzałam na jego zwierzaka, który zrobił na mnie niemałe wrażenie – był naprawdę piękny i zadbany. Patrzałam przez chwilę na niego, nie przerywając mojej pracy przy robieniu warkoczyków dla Pistache’a.
- Masz bardzo ładnego konia. – powiedziałam głośno, odrywając wzrok od rumaka i skupiając się na mojej pracy.
- Dzięki. – odpowiedział mi męski głos. – Ty też.
Na chwilę przystopowałam z robieniem tych felernych warkoczyków i wyprostowałam się, by spojrzeć na mojego rozmówcę. Był zajęty szczotkowaniem konia. Pomyślałam, że dobrze byłoby już kogoś znać na start, więc stanęłam w drzwiach jego boksu.
- Ellie jestem. W sumie to dopiero przyjechałam i to będą moje pierwsze zajęcia. – wyciągnęłam dłoń na powitanie, a on ją uścisnął.
- Ja nazywam się Daniel. – odpowiedział, z ledwo widzialnym uśmiechem.
- Miło mi cię poznać. – uśmiechnęłam się promiennie. – Od dawna tu jesteś?
<Daniel, masz ochotę popisać? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz