sobota, 21 maja 2016

Od Ady CD Daniela -Nie dać się złapać

Wepchnęłam zimne dłonie do rozciągniętej bluzy, wbijając spojrzenie w podłogę. Jedna żarówka gdzieś w głębi pomieszczenia zamrugała i zgasła wypalona. Chłopak, którego wizytę obwieściły mi ciche kroki, stał moment w drzwiach, po czym zamknął je za sobą bezdźwięcznie. Zebrałam się na odwagę, żeby przesunąć wzrokiem po jego twarzy. Poruszył ustami, mówiąc coś zwyczajnego, ale sens jego słów dotarł do mnie dopiero po chwili.
- Szukam swojego konia - odpowiedziałam śpiewnym angielskim, brzmiącym znacznie bardziej jak rosyjski. Dla bezpieczeństwa nadal nie ruszałam się z miejsca.
- Tutaj? - parsknął ironicznie. Nawet jeśli zauważył naleciałość w moim języku, nie zadał pytania. Wzruszyłam ramionami, zsuwając się delikatnie ze skrzyni. W gruncie rzeczy przysiadłam tu, aby pomyśleć, a nie rozglądać się za koniem. Zazdrościłam mu swobody, z jaką poruszał się po siodlarni, idąc w kierunku zawieszonych na ścianie uzd.
- Jest po dwudziestej drugiej - stwierdził jakby nigdy nic, przesuwając ręką po błyszczącym nowością siodle. - Powinniśmy być w pokojach - kontynuował z zadowoleniem, kiedy się nie odezwałam. Korzystając z jego nieuwagi, wymknęłam się na zewnątrz. Ukazały się już pierwsze gwiazdy, półksiężyc. Źródła światła, które mnie ucieszyły. Nie zamierzałam iść spać po długiej podróży. Z resztą z całą pewnością nie mogłabym zmrużyć oka. Wdrapałam się na wysoki murek zaczynający się tu i ciągnący falami przez pastwiska. Na głowę wciągnęłam kaptur, uświadamiając sobie, że moje ciało zaczął bardzo powoli rozbierać chłód. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni paczuszkę tanich papierosów. Zapaliłam jednego, natychmiast przykładając go do ust. Nie śpieszyłam się, zaciągałam się powoli, patrząc jak słodki dym znajduje drogę ucieczki. Przycisnęłam palce do muru, ugaszając niedopałek. Wpatrując się w zmrok z miną na wpół znudzoną, na wpół roztargnioną, poczułam obok siebie coś ciepłego. Chłopak pachniał mokrą ziemią i jakimiś drogimi papierosami, których pewnie nigdy nie ośmieliłabym się wziąć do ręki.
- Daniel - odezwał się, tłamsząc ciszę.
- Ada - odparłam także na niego nie spoglądając. Dość niekonwencjonalny sposób jak na poznanie się. Siedzielibyśmy tak do rana, gdyby ktoś nagle nie chrząknął za naszymi plecami. Przez chwilę nie miałam odwagi oddychać.

<Daniel? (żartujesz? dla mnie twoje ciągnie się kilometrami XD)>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz