sobota, 21 maja 2016

Od Daniela CD Ady - Nie dać się złapać

- Nie sądziłem, że będziesz na tyle głupy by tutaj wracać, na dodatek w towarzystwie - warknął strażnik. Na jego miejscu najpierw chwyciłbym nas uniemożliwiając ucieczkę, a dopiero później prawił kazania, tym bardziej, że znajdowaliśmy się po dwóch różnych stronach płotu. Szybko jednak zebrałem myśli przestając rozwodzić się nad bezbrzeżną głupotą ochroniarza i chwyciłem Adę za rękę, zeskakując z płotu.
- Chodź! - rzuciłem, puszczając się biegiem w stronę pól poza terenami ośrodka i ciągnąc Adę za sobą.
- Nie dogoni nas - zapewniłem, pośpiesznie rzucając spojrzenie za siebie gdzie strażnik nieudolnie próbował pokonać płot. Wolałem nie myśleć po co wchodził na pastwisko, ale cieszyłem się, że przez to mamy więcej czasu na ucieczkę. Głuche plaśnięcie otyłego ciała strażnika o kamienie utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest on kompletną ofermą, a jego pech nawet w połowie nie jest tak tragiczny jak mój. Dyszałem już jak emeryt, a Ada wyprzedziła mnie minimalnie, patrząc na mnie z niepokojem, ale mimo bólu palącego moje płuca nie zwolniłem.
- Wybiegnijmy tylko poza teren ośrodka! - zawołałem zaraz żałując, że w ogóle się odezwałem. Zachrypnięty do granic możliwości głos w niczym nie przypominał mojego, choć może ostatnio tym głosem zwiastującym atak mówiłem częściej niż normalnie. Kiedy w końcu zatrzymaliśmy się na wilgotnej trawie nad którą unosiła się mleczna mgła, czułem w ustach posmak astmatycznej flegmy.
- Udało się - wychrypiałem, uśmiechając się do niej i dopiero wtedy uświadamiając sobie, że nasze ręce w dalszym ciągu są złączone. Musiała pomyśleć o tym samym bo pośpiesznie cofnęła dłoń, naciągając na nią rękaw bluzy. Posłałem jej przelotny uśmiech, mając nadzieję, że nikłe rumieńce wstydu na bladej twarzy Ady znikną, po czym utkwiłem spojrzenie w strażniku stojącym na środku drogi dojazdowej i wydzierającym się na nas.
- Wygląda zabawnie - stwierdziła cicho podążając za moim spojrzeniem.
- To prawda jest strasznym de... - nie zdołałem dokończyć bo moja klatka piersiowa zadrżała, a ja zaniosłem się dotychczas hamowanym kaszlem. Pochyliłem się nieznacznie i ciągle nie mogąc przestać kaszleć i świszczeć urywanym oddechem pośpiesznie szukałem papierosów w kurtce.
- Pomóc ci jakoś? - spytała niepewnie obserwując jak zanoszę się coraz silniejszym kaszlem. Pokręciłem głową w końcu znajdując papierosy, wyciągając jednego z nich i podpalając drżącymi z wyczerpania palcami. Wetknąłem go pomiędzy spierzchnięte wargi i zaciągnąłem się dymem. Zdjąłem kurtkę, kładąc ją na ziemi i gestem wskazując Adzie żeby usiadła. Kiedy zrobiła to po pewnym wahaniu położyłem się na plecach w mokrej od rosy trawie, patrząc na upstrzone gwiazdami niebo.
- Musimy teraz poczekać aż Dexter, czyli ten strażnik sobie pójdzie. Przepraszam, że musiałaś na to patrzeć - szepnąłem wypuszczając z ust obłok dymu który szybko zmieszał się z mgłą - Nie lubię kiedy ktoś jest świadkiem moich ataków. Wyglądam wtedy jak dziadek, a nie dwudziestolatek do cholery, ale ostatnio zdarza mi się to coraz częściej.
Nie odpowiedziała wygrzebując z kieszeni swoje papierosy i zapalając jednego. Po chwili ciszy dodałem coś co po prostu musiałem z siebie wydusić inaczej dalej zżerałoby mnie od środka, jak niedopowiedziana sprawa, chociaż Ada wcale nie musiała o tym wiedzieć, a co chyba ważniejsze nie chciała:
- Powiedzieli, że umrę jeśli nie przestanę przez wakacje jeździć i palić, a z tego nie zamierzam zrezygnować. To trochę przytłaczające, ale tak może jest lepiej...

Ada? (nie chciałam żeby tak egoistycznie wyszło :C)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz