sobota, 21 maja 2016

Od Ady CD Daniela -Nie dać się złapać

Oplotłam swoje kolana ramionami, przymykając leciutko powieki. Kiedy się odezwał, nieśpiesznie odwróciłam twarz w jego stronę. Jeden policzek chłopaka tonął w mroku nocy, a on sam był chyba zbyt pochłonięty własnymi myślami, aby dostrzec wszystko wokół.
- To smutne - oświadczyłam, ściągając z przygnębieniem usta. Uniosłam podbródek wypuszczając z buzi kłęby szarawego dymu. Jeszcze chwilę temu słyszane wrzaski strażnika, teraz ucichły, ustępując miejsca grającym świerszczom. Jednak żadne z nas nie było skore, aby wstać i odejść. Rzuciłam na ziemię spalony papieros, kaszląc cicho.
- Zdaje się, że powinniśmy wracać - ocknął się i uniósł z trawy na łokciach. Kiwnęłam głową, a wtedy on dźwignął się bez pośpiechu na nogi, jakby sprawiało mu to drobną trudność i wyciągnął do mnie dłoń. Z wahaniem przyjęłam pomoc, dając się podciągnąć do pionu. Wracaliśmy do klubu, wyrównując oddechy i stąpając bezszelestnie po ubitej żużlówce. Weszliśmy do budynku przylepionego do ośrodka od wschodu. O tej porze nigdzie już nie świeciło się światło, bo wszyscy oprócz nas pogrążeni byli we śnie.
- Jutro będą - zająknęłam się, zapominając angielskiego określenia. - kłopoty?
Zatrzymałam się u podnóża zalanych czernią schodów. Dzięki temu, że oczy zdążyły mi się już przyzwyczaić do ciemności, zauważyłam, że Daniel oparł się plecami o drewnianą balustradę.
- To się okaże - odparł, unosząc z rozbawieniem jeden kącik ust.
- Dobranoc - wyszeptałam i wspięłam się na górę po stopniach, kierując do swojego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi z przytłumionym skrzypnięciem, niemal od razu opadając na łóżko.
***
Ktoś głośno zapukał, więc przetarłam zaspane oczy. Mój wzrok powędrował na elektroniczny budzik stojący na skromnym meblu, który przypominał stolik nocny.
- Śniadanie za piętnaście minut! - Z korytarza dobiegł mnie damski głos. Dopiero teraz zauważyłam, że spałam w ubraniach. Wstałam z łóżka, narzucając na siebie coś czystego i nieprzesiąkniętego zapachem nikotyny, o ile w ogóle takie posiadałam.
- Ach ta Catherine! Mogłaby codziennie tak chodzić i przypominać wszystkim o śniadaniu, ale każdy wie, że robi to tylko na początku - zachichotała ładna blondynka, która wyszła z łazienki, rozczesując niesforne włosy. - Ty jesteś Ada, prawda? - zwróciła się do mnie z miłym uśmiechem. Pokiwałam tylko głową, zbyt onieśmielona, by się odezwać.
- Ja nazywam się Blair - powiedziała, czując się najwyraźniej bardzo swobodnie. - No nic, trzeba pójść na to śniadanie. Przyjdziesz zaraz? - dodała, upinając na głowie francuski koczek. Odprowadziłam ją spojrzeniem do wyjścia. Splotłam niebieskie kosmyki w dwa warkocze, porządkując choć trochę bałagan na mojej głowie. Schodząc do stołówki, przypomniałam sobie o wczorajszym wieczorze i cień uśmiechu przesunął się po moich ustach.
Pomieszczenie było obszerne, mogło pomieścić wiele osób jednocześnie, a jednak krzesła i stoły były poustawiane w dużym porządku, jakby wszystko miało być i było na swoim miejscu. W powietrzu roznosił się smakowity zapach grzanek, jajecznicy i ciepłego mleka.

<Daniel? (coś ty, nie wyszło egoistycznie ;P)>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz